grudzień 10, 2011

wybaczmy Miłoszowi

Bardzo miłym akcentem kończymy Rok Miłosza. Ukazała się wreszcie długo oczekiwana "Egeria" (nr 14) w dużej mierze poświęcona kontekstom literackim odbioru twórczości Czesława Miłosza - zwłaszcza w naszym regionie. Wśród wielu ciekawych artykułów znajduje się w niej także mój esej pt. "Co wybaczyć Miłoszowi?" Przytaczam go tutaj w całości.
W kwartalniku „Kresy Literackie” (1-2/1991) wydawanym w Chełmie w latach 1990-1995 wiele miejsca poświęciłem wybitnemu poecie polskiemu Wacławowi Iwaniukowi z okazji jego pierwszej od 1939 roku wizyty w tym mieście. Ukazał się wtedy wywiad z poetą  przeprowadzony przeze mnie, a następnie wspomnienia i felietony nadesłane przez niego z Toronto.  We tymże wywiadzie Iwaniuk wyraził o Czesławie Miłoszu m. in. następującą opinię: Szkoda tylko, że nasz wybitny poeta tak często odżegnuje się od polskości. Niby ciąży na nim Litwa. Jaka Litwa? Ja go znałem przed wojną w Warszawie. Wtedy był pełnym Polakiem, skończył uniwersytet polski, jeździł po świecie na polski paszport i nie było mowy o żadnej stronie litewskiej. A teraz nagle częściej jest Litwinem niż Polakiem. Skoro tak chce…
W tym samym numerze „Kresów Literackich” w felietonie „Lekcja ostracyzmu” Wacław Iwaniuk napisał: Myślę, że inaczej potoczyłoby się też życie Czesława Miłosza po studiach w Wilnie, a potem na posadzie w Polskim Radiu w Warszawie. Pisałby dalej wiersze i eseje, balansował między Awangardą a Skamandrem. Zachód nie interesowałby się jego twórczością, a autor „Trzech zim” nie pretendowałby do litewskich koligacji, zaś Szwedzka Akademia nigdy by o nim nie słyszała. Wojna była „złotym jajkiem” dla Miłosza, szkoda tylko, iż sławie literackiej musiało towarzyszyć pokrętne życie.
Takie i inne niepochlebne opinie o nobliście głoszone wówczas przez innego wybitnego poetę (tzw. emigracyjnego) potwierdzały tylko istniejący od lat rozdźwięk między środowiskiem publikującym w „Kulturze” paryskiej, a tym skupionym wokół londyńskich „Wiadomości Literackich”. Do tego dokładały się rożne doświadczenia poetów z lat młodości spędzonej w Warszawie oraz zróżnicowane preferencje polityczne – niekoniecznie u obu antykomunistyczne, o jakże odmiennym rodowodzie i intensywności przekonań. Iwaniuk miał nawet żal do Miłosza za jego lepszy start w dorosłe życie: Dwudziestolecie dało mi dużo i mało; oficjalne wykształcenie ze studiami, za które najpierw płaciła moja matka, potem ja sam z otrzymywanych honorariów, a przez ostatnie lata Ministerstwo Spraw Zagranicznych, gdy zgodziłem się być ich urzędnikiem po studiach. Miłosz zaś w tym okresie był faworyzowany przez oficjalne czynniki rządowe, po studiach posada w Polskim Radio w Warszawie, stypendia zagraniczne, oficjalny doradca Funduszu Kultury Narodowej, itd., itd. Pączek w maśle!
Po przywołanych publikacjach w „Kresach Literackich” głos zabrał dr Adam Wierciński, znany polonista i publicysta z Uniwersytetu w Opolu. Jego polemika z sądami Wacława Iwaniuka ukazała się w numerze 4/1991 pisma pod wymownym tytułem „Miłosz ci wszystko wybaczy”. Nawiązałem nim do przedwojennego powiedzonka o Miłoszu, krążącym w środowisku jego rówieśników z Uniwersytetu Wileńskiego. Oczywiście, subtelności tej frazie nadaje gra słów w odniesieniu do znanej wówczas piosenki Hanki Ordonówny „Miłość ci wszystko wybaczy”. Czy i w czym Miłosz był tak „wybaczający”? – trudno powiedzieć. Chodziło raczej o żart słowny, niż o faktyczną cechę osobowości poety. Miałem też nadzieję, że jeśli publikowane materiały trafią wówczas do rąk Miłosza, ten wybaczy Iwaniukowi jego nazbyt krytyczne sądy o nim. Wierciński delikatnie, acz stanowczo bronił postawy Miłosza, przypominając choćby jego znany list do Jarosława Iwaszkiewicza z 1931 roku, w którym wyłożył swoje związki z Litwą historyczną.
Jednocześnie obok tekstu Wiercińskiego zamieściłem odpowiedź Wacława Iwaniuka, który w dalszym ciągu był nieustępliwy. W liście do redakcji „Kresów Literackich”, publikowanym w tym samym wydaniu, wytaczał kolejne argumenty potwierdzające dystansowanie się Miłosza od twórców emigracji polskiej po zerwaniu współpracy z komunistycznym rządem Polski Ludowej, kiedy ten opuścił stanowisko dyplomatyczne I sekretarza ambasady polskiej w Paryżu (wcześniej był dyplomatą w Nowym Jorku i kierował attachatem kulturalnym w Waszyngtonie). Iwaniuk powoływał się na swój szkic o Miłoszu w „Kulturze” paryskiej z roku 1962 oraz artykuł S. Kisielewskiego z tygodnika „Solidarność” (z dnia 8 marca 1991 r.) p.t. „Czy laureat Nobla pisze prawdę?”, w którym autor powrócił do „litewskości” Miłosza, zarzucając mu celowe zatajanie prawdy o polskości Wileńszczyzny ze względów politycznych.  
Nieco później Jacek Trznadel w głośnym eseju „Czesław Miłosz – lewy profil”, który ukazał się w piśmie „Arcana” (1999, nr 3) napisał wprost: W Paryżu, po nastaniu stanu wojennego, jak sam to słyszałem, Miłosz przedstawił się w radiu francuskim jako Litwin piszący po polsku. Przypomina to trochę wchodzenie w pantofle Mickiewicza i jego „Litwo, ojczyzno moja…”, pisane po polsku z prostej przyczyny - nie było wówczas reguł języka litewskiego, które opracowano na przełomie XIX i XX wieku. Miłosz – jako deklarowany Litwin – też wolał pisać po polsku, choć w jego epoce rozwijała się pisana, współczesna mu literatura litewska.
Znany kryty literacki Tomasz Burek nazwał powojenną postawę Miłosza „nawrotem odruchu lewoskrętnego”, a nawet „jednym z największych skandali, intelektualnych i politycznych, doby obecnej” (Dziennik kwarantanny. Miłosz nie wszystko wybacza. „Gazeta Polska” 1998). Źródeł zachwiania u Miłosza poczucia własnej tożsamości doszukiwał się w jego stosunku do "międzywojennej rzeczywistości, niewątpliwie ułomnej, ale nie bez osiągnięć” i zerwaniu z okupacyjnym i powojennym ideowym nurtem niepodległościowym, „co doprowadziło go [Miłosza] do współpracy z komunistami po wojnie”. Tym samym Burek jakby potwierdzał nieprzejednane sądy Iwaniuka o tym poecie, który głosił też, że krytyczne sądy Miłosza o przedwojennym nacjonalizmie zrodziły się dopiero po wojnie, „by uspokoić własne sumienie i polityczne poglądy”. Iwaniuk wypomniał Miłoszowi nawet paszport litewski, którym ten posługiwał się, jako obywatel kraju sprzymierzonego wówczas z Niemcami.
 Z biegiem lat pojawiało się wiele głosów krytycznych w stosunku do Miłosza, gdy w jego dziełach (niekoniecznie poetyckich) znajdowano kontrowersyjne sądy o Polsce i Polakach. W książce "Prywatne obowiązki" deklarował: "żeby być pełnym człowiekiem, trzeba się wynarodowić". Innym razem napisał wręcz: "dla Polski nie ma miejsca na ziemi" ("Rok myśliwego"), "gdyby mi dano sposób, wysadziłbym ten kraj w powietrze" ("Rodzinna Europa"). W 1996 r. w "Tygodniku Powszechnym" pisał: "Patriotyzm i ojczyzna, czyli wartości zbiorowe. Jest mi to najzupełniej obce."., a także: "Do Litwy, kraju mych przodków, chętnie się przyznaję." Takie zdania – zwłaszcza wyrwane z szerszego kontekstu wypowiedzi – nie mogły się podobać. Zapomniano jednak, że nie napisał je polityk, ale artysta słowa, filozof, poeta i myśliciel, którego pisarstwo nie należy do najłatwiejszych Z całą mocą wypomniano je poecie tuż po śmierci i w dniach zamieszania wokół pochówku w krypcie zasłużonych na Skałce w sierpniu 2004 roku. Cytaty „z Miłosza”, jakimi przeciwnicy obstawili trasę konduktu żałobnego, a wypominające mu litewskość i antypolonizm należały do najlżejszych. Wydaje się, że pomógł w tej sprawie dopiero telegram papieża Jana Pawła II skierowany do uczestników pogrzebu, bo głosy tzw. autorytetów z kręgów władzy oraz twórców kultury i sztuki na niewiele się zdały.
Kilka lat temu pożegnaliśmy poetę, który ostatni rozdział swego życia odważył się zamknąć w Polsce. Nie pożegnaliśmy jednak jego poezji, esejów, wspomnień, przekładów. Kiedy sięgam po nie i zaczynam czytać, autorowi gotów jestem wybaczyć wszystko. Miłoszowych nauk i refleksji starczy nam na długie lata, a może i wieki, jeśli zechcemy je tylko właściwie odczytać. Swoją spuścizną literacką na pewno spłacił dług wobec współczesnych, a także wobec skomplikowanych dziejów Polski i Litwy, z którymi do końca nie mógł się uporać.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Na pewno wielkim Poetą był !